Masz w telefonie kilka tysięcy zdjęć i ani jednego wydrukowanego. Przewijasz galerię w poszukiwaniu jednego kadru i mijasz po drodze setki innych, których nie widziałeś od miesięcy. One tam są, ale w praktyce nie istnieją.
Telefon nie jest bezpiecznym miejscem na wspomnienia
Galeria w telefonie nie jest archiwum. Jest raczej poczekalnią: zdjęcia czekają tam na coś, co najczęściej nigdy nie następuje – na wybranie, wydrukowanie, pokazanie komuś przy stole, a nie na małym ekranie. Kopia w chmurze rozwiązuje problem awarii telefonu, ale nie rozwiązuje drugiego, ważniejszego problemu – że nikt z własnej woli nie wraca do folderu, żeby po prostu popatrzeć.
Telefony się gubią, zalewa je woda, padają po dwóch, trzech latach użytkowania – a wraz z nimi znika wszystko, czego nie zdążyło się przenieść gdzie indziej. Im więcej zdjęć w telefonie, tym mniejsza szansa, że wraca się akurat do tego jednego, które coś znaczy. Ilość działa przeciwko pamięci, nie na jej korzyść.

Kieszonka zamiast kolejnego kliknięcia
Stąd pomysł na album kieszonkowy – dwieście kieszonek na zdjęcia w formacie 10×15 cm, bez klejenia, bez projektowania układu strony, bez zastanawiania się, które zdjęcie gdzie pasuje. Wsuwasz odbitkę do kieszonki i to wszystko. Nie trzeba robić tego za jednym razem – album rośnie wraz z Tobą, kieszonka po kieszonce, czasem raz w miesiącu, czasem raz w roku po powrocie z wakacji.
Dla wielu osób największą przeszkodą w robieniu albumu nie jest brak czasu, tylko projektowanie układu strony – wybieranie, które zdjęcie ma być większe, gdzie umieścić podpis, jak rozłożyć kolaż. Kieszonka eliminuje tę decyzję całkowicie. Zostaje tylko jedno pytanie: czy to zdjęcie zasługuje na miejsce.
To odwrotność tego, jak działa telefon. Telefon zachęca, żeby robić więcej zdjęć i nie wybierać żadnego. Album kieszonkowy działa na odwrót – to, co się w nim znajdzie, zostało wcześniej wybrane, wydrukowane i włożone tam specjalnie. Różnica między dwoma tysiącami plików a stoma wsuniętymi w kieszonki zdjęciami nie jest różnicą ilości. To różnica między czymś, co się posiada, a czymś, do czego się wraca.

Osobiście kocham te albumy przez to że są tak łatwe w obsłudze… Mam ich chyba z 40 na półkach… Co roku na Święta wywułujemy wszystkie zdjęcia z całego roku i włkadamy jendo po drugim. A dzieci często wracają do nich, uwielbiają wspomnienia.
Zacznij od jednej kieszonki
Nie trzeba mieć planu na cały album, żeby zacząć. Wystarczy dziesięć czy dwadzieścia zdjęć z ostatnich miesięcy – te, które i tak wracają w pamięci najczęściej. Reszta kieszonek może poczekać na kolejne okazje: komunię, wesele, pierwszy dzień w szkole, zwykłą niedzielę, która z jakiegoś powodu zapadła w pamięć.
Album kieszonkowy dostępny jest w kilku wersjach kolorystycznych – od butelkowej zieleni po pudrowy róż i ekoskórę – więc łatwo dobrać go do charakteru osoby, dla której powstaje, albo do własnego mieszkania, jeśli ma stać na widoku, a nie w szufladzie. Można też pomyśleć o nim jako o czymś żywym, a nie skończonym produkcie – rośnie razem z rodziną, zamiast zamykać się w dniu odbioru paczki.
Indywidalny grawer pomoże też podkreślić wyjątkowość kazdego albumu. To personalizacja która upieksza nasze wspomnienia.

Telefon zapomina, bo zdjęcia w nim nie mają wagi – wszystkie liczą się tak samo mało. Album, do którego trzeba było wybrać zdjęcie i włożyć je ręcznie, pamięta inaczej. Nie dlatego, że jest ładniejszy niż ekran. Dlatego, że ktoś zdecydował, że akurat to zdjęcie zasługuje na miejsce.
